with 61 komentarzy

80blogowDzisiaj w całej Europie obchodzi się Europejski Dzień Języków. Jest to dobry moment, żeby przyjrzeć się trochę językowi. Dobrze się składa, bo reszta blogerów z akcji „W 80 blogów dookoła świata” wybrała właśnie temat językowy na edycję wrześniową. Zapraszam Cię zatem na wpis o tym, jak język niemiecki wpłynął na moje postrzeganie świata.

Zanim zabrałam się do pisania tego postu, przez długi czas myślałam o tym, co język niemiecki  zmienił w moim postrzeganiu świata. Czy w ogóle coś zmienił? Przekonaj się sama.

Jak język niemiecki wpłynął na moje postrzeganie świata?

Gdy zaczynałam się uczyć niemieckiego intensywniej na studiach, moja mama zauważyła zabawną rzecz. Im częściej i intensywniej uczyłam się języka, tym więcej konstrukcji niemieckich przenosiłam do języka polskiego. Tym oto sposobem przez długi czas mówiłam używając szyku końcowego w zdaniach. Wierz mi – brzmi śmiesznie.

Zgłębiając meandry języka niemieckiego, odkrywałam wiele rzeczy, a niektóre z nich mnie zaskoczyły. Byłam zdziwiona, że Niemcy za każdym razem podkreślają, kto daną czynność wykonuje. A w języku polskim robimy to rzadko. Przecież nie ładnie jest wytykać palcami! Ale nasi sąsiedzi to robią, i tak w języku niemieckim mamy:

Er schläftOn śpi. Nie ona, nie dziecko, nie ja. Tylko właśnie ON.

Ich leseJa czytam. Nie robi tego nikt oprócz mnie. Nie, Kaśka też nie czyta.

Wir wohnen hier My mieszkamy tutaj. Żeby była jasność – to my tutaj mieszamy, nie oni, nie większa grupa, tylko MY.

Kolejną rzeczą, która przykuła moją uwagę, było słówko „jein”. Genialne! Wiesz, co oznacza? „Jein” to słówko, które jest połączeniem „tak” i „nie”. Można go użyć, gdy nie jesteś pewna, czy czegoś chcesz, czy nie. A może obie opcje naraz? Idealne słówko dla kobiety, która nie może się zdecydować i chciałaby, ale jednocześnie nie chce. Dlaczego język polski nie wymyślił czegoś takiego? Za każdym razem, gdy mam rozterkę, muszę mówić „nie wiem”. A przecież to nie jest to samo i nie oddaje stanu mojego ducha!

Równie ciekawym i interesującym dla mnie słówkiem jest „doch”. Po polsku, żeby zgodzić się na coś lub z czymś w odpowiedzi na przeczące pytanie, musimy odpowiedzieć całym zdaniem. W języku niemieckim wystarczy użyć słówka „doch”. Spójrz na przykłady:

Kommst du nicht mit? – Doch! – Nie idziesz ze mną? – Idę.

Ich weiß es nicht – doch! – Nie wiem tego – jednak wiem!

Spricht sie kein Deutsch? – Doch! – Ona nie mówi po niemiecku? – Ależ mówi!

Fantastyczne słówko, nieprawdaż? 😀 Szkoda, że nie mamy takiego odpowiednika w języku polskim.

Przez długi czas nie mogłam się także przyzwyczaić do niemieckich konstrukcji zdań przeczących. Nie rozumiałam, jak to nie można przeczyć dwa razy w jednym zdaniu?! Czemu nie można po niemiecku powiedzieć, że on nie czyta żadnej książki? Ano tak już jest w tym niemieckim i na samym początku sprawiało mi to problemy, zwłaszcza jak tłumaczyłam dosłownie. Więc zapamiętaj:

On nie czyta żadnej książki – Er liest kein Buch.

Uczenie się języka niemieckiego zmieniło sporo w moim postrzeganiu świata. Zaczęłam zauważać więcej różnych konstrukcji i ciekawych zastosowań języka, które wcześniej pozostawały niezauważane. Zaczęłam odkrywać, że niektóre elementy języka czy gramatyki są podobne albo nawet wspólne. A jednocześnie są elementy, których nie da się przełożyć na drugi język. Nie można ich przetłumaczyć dosłownie. Fachowo, takie dosłowne tłumaczenie z jednego języka na drugi, nazywa się ekwiwalencją językową i od lat powstają różne ciekawe prace na temat, czy ekwiwalencja językowa jest w ogóle możliwa.

A jak na Ciebie i Twoje postrzeganie świata wpłynął język niemiecki? Daj znać koniecznie w komentarzu!

W 80 blogów dookoła świata

Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak zmieniło się postrzeganie świata u innych blogerek językowych, zapraszam serdecznie do linków poniżej. Kto wie, może dowiesz się czegoś ciekawego, o czym zupełnie nie miałaś pojęcia? A może okaże się, że sama doświadczasz podobnych myśli lub sytuacji?

Angielski:

Angielski dla każdego: Jak język angielski wpłynął na moje postrzeganie świata?

Następna Blogująca: Nie ta sama głowa- jak język obcy sprawia, że człowiek myśli o tym, o czym nigdy nie myślał

Esperanto:

Językowa Oaza: Czy esperantyści mówią jak roboty?

Hiszpański:

Hiszpański na luzie – Przez hiszpańskie okulary. Jak język wpływa na nasze postrzeganie świata? 

Holenderski:

Język holenderski – pół żartem, pół serio: Język polski z holenderskiej perspektywy 

Niemiecki:

Blog o języku niemieckim – W 80 blogów dookoła świata: Jak język niemiecki wpłynął na moje postrzeganie świata?

Norweski:

Pat i Norway – Jak język norweski wpłynął na moje postrzeganie świata.

Rosyjski:

Rosyjskie Śniadanie -Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata? 

Dagatlumaczy – Dlaczego akurat rosyjski?

Szwedzki:

Szwecjoblog – Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata?

Włoski:

Studia, parla, ama – Jak opanowany przeze mnie język obcy wpłynął na moje postrzeganie świata? 

Wietnamski:

Wietnam.info – Jak język wietnamski wpłynął na moje postrzeganie świata?

Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o akcji „W 80 blogów dookoła świata” lub chcesz dołączyć, zajrzyj tutaj, znajdziesz tam informacje, jak nas znaleźć.

Podobne wpisy:

  • Czytam właśnie nasze wpisy blog za blogiem i prawie podskakuję ze szczęścia przed monitorem, bo okazuje się, że ucząc się języków zwracałam uwagę na podobne kwestie, choć nigdy nie formułowałam tych spostrzeżeń w bezpośredni sposób. Jestem naprawdę zachwycona tematem tej edycji.

    Szwedzi też mają takie swoje ‘jein’ – z ‘ja’ i ‘nej’ wychodzi ‘nja’, idealne np. do grzecznego odmawiania niż mówienia ‘nie’ prosto z mostu.

    Dla mnie odpowiednikiem ‘doch’ po polsku jest ‘bynajmniej’ 😉

    • N., no proszę 😀 I wychodzi, że te języki mają ze sobą coś wspólnego 😀

      • na ja (brzmiąc podobnie do nja) po niemiecku znaczy niechętne zgadzanie się, czyli też bliskie znaczenie. 🙂

  • Anonymus

    Błędne przenoszenie z jednego języka na drugi nazywa się błędami interferyncejnymi

    • Anonymus, dzięki za dodanie tej informacji 🙂 Może ktoś z czytelników będzie tym zainteresowany 🙂

  • Biorąc pod uwagę fakt, ze język odzwierciedla rzeczywistość, to Niemcy musza byc bardzo niezdecydowanych narodem 😉 Jeszcze w żadnym innym języku nie spotkałam sie z takim tworem jak jein.

    • Hmm, nie przyglądałam się Niemcom pod tym względem 😀 Chyba muszę zacząć 😀

      • Madeleine

        Uczę się norweskiego, i mieszkam w Norwegii i (przynajmniej tu, gdzie mieszkam) też mają takie swoje słówko “nja”, połączenie “nei” (nie) i “ja” (tak), taki odpowiednik niemieckiego jein 😀 Achh te germańskie języki!

        • Bywają podobne do siebie, nie? 😀 I to lubię w nauce języków, że są do siebie podobne.

  • Na mnie niemiecki nie wpłynął jedynie w związku z samym użyciem (dowolnego) języka, ale też poniekąd osobowościowo. Po niemiecku wyrażam się trochę bardziej konkretnie, ale też mam problemy z pisaniem kreatywnym, bo nie znalazłam w sobie jeszcze tej niemieckiej nuty kreatywności ;). Trzy razy szybciej pracuję, gdy napiszę tekst po polsku, a potem przetłumaczę na niemiecki, niż gdybym miała od razu napisać po niemiecku. To dla mnie męka. Bez względu na to, jaki osiągnęłam poziom znajomości języka.

    • Ooo tak 🙂 Sposób komunikowania się po polsku i po niemiecku u mnie też jest inny 🙂

  • Jak mi się strasznie spodobało słówko “jein”, które oznacza i tak, i nie! Dlaczego nie ma czegoś takiego w języku polskim? Toż to genialne! ^^

    • Alessandra, mnie też tego brakuje 😀

  • Kiedy ja patrzę na świat pod “niemieckim kątem” wydaje mi się on taki hm… logiczny i uporządkowany, taki sensowny.. 😀

    Zgodziłabym się ze wszystkimi poruszanymi przez Ciebie kwestiami oprócz jednej – dla mnie to “podkreślanie”, kto daną czynność wykonał jest wręcz.. naturalne! Dzięki temu wszystko jest jasne, konkretne i od razu wiadomo o co chodzi.

    Ale po roku na germie nie zauważyłam u siebie jakiegoś przenoszenia konstrukcji czy czegoś takiego – w polskim nie stosuję niemieckich szyków 😛 Czasem tylko nie wiem jak coś powiedzieć po polsku, ale za to doskonale wiem, jak oddać sens mojej myśli po niemiecku 😀 Frustrujące, kiedy mój rozmówca nie szprecha, a mi brakuje jakiegoś polskiego słowa xD

    • Być może tylko ja miałam taką śmieszną sytuację z szykiem zdania 😀

      Rosia, ja też uważam, że to podkreślanie kto daną czynność wykonuje jest naturalne 🙂 Przyszło to do mnie z czasem 🙂 Ale na początku jednak byłam zdziwiona.

    • To uporządkowanie wynika z gramatyki, która też jest strukturalna. Dla mnie na pewno. 🙂

      • No bo w końcu.. Ordnung muss sein! 😀
        ;p

  • Karolina K.

    Fajny wpis 🙂

    • Dziękuję Karolina 🙂

    • Anonymus

      Mnie też to się zdarza, więc nie jesteś w tej kwestii osamotniona 😉

      Pozdrawiam

      • Anonymus, chyba zamieściłeś/aś odpowiedź nie do tego komentarza, do którego chciałeś/aś? 🙂

  • “jein” – to musiał być wynalazek kobiet! 🙂
    A niemieckie “doch” ma swój odpowiednik w holenderskim “toch”, choć ciut inaczej się go czasem używa.

    • Dora, ja mam wrażenie, że niemiecki i holenderski mają baardzo dużo wspólnego 🙂

  • invicta

    Ooooo… to pierwsze to i ja mam 😀 moja mama się ciągle śmieje, że odkąd zaczęłam sie uczyć niemieckiego, to również wypowiadając się po polsku, zaczynam tworzyć dziwne szyki w zdaniach 😀

    • Czyli jednak nie jestem w tym sama 😀 Przybij piątkę!

  • Ja zauważam takie kalki językowe u mojego 3,5-letniego synka, który wychowywany jest w dwujęzycznej rodzinie. Po niem. mówi np. “Ich gleich komme”, czyli nasze “Zaraz przyjdę”, a po polsku często dodaje “Ja myję, czytam, śpię itp.”. Takich przykładów jest sporo, ale w tej chwili nic mądrzejszego nie przychodzi mi do głowy 😉

    • Dzięki za podzielenie się wrażeniami z wychowywania dwujęzycznego dziecka 🙂 Pewnie u niego łatwiej jest zauważyć takie konstrukcje 🙂

  • “Jein” to coś w sam raz dla mnie! W końcu mój mąż wiedziałby o co mi chodzi, gdy stoję przez półką pełną cudownych butów i za nic w świecie nie wiem, czy chcę je czy nie 😉
    I oczywiście przykłady mogę mnożyć 😉
    Ty w ogóle swoim pisaniem odczarowujesz urok rzucony na mój niemiecki przez okrutną Frau K. z mych licealnych czasów. Miałam rozszerzony niemiecki, i wierz mi, wyparłam go zaraz po maturze (na szczęście nie niemieckiej) 😉

    • Aniu, cieszą mnie takie słowa 🙂 Mam nadzieję, że odczaruję na tyle, że kiedyś do niego powrócisz 🙂

  • Na moje postrzeganie świata bardziej niż nauka jednego języka wpłynęło odnajdywanie podobieństw i różnic między różnymi językami. Uważam to za bardzo ciekawe

    • Magda, to jest bardzo ciekawe 🙂 Ale nie starczyłoby mi chyba miejsca w jednym wpisie 🙂

  • Dorota_Wien

    Hah, mnie intrygują w niemieckim dialekty. Szczególnie w Austrii 😉 Miałam okazje poznać “wienerisch” uwielbiam ich: gemma [gehen wir], hamma [haben wir], machma [machen wir], szaumma[ schauen wir], i schaumma mal [schauen wir mal oder mal sehen] nawet nie wiem czy dobrze to napisałam, ale to przekochane i jakże trudne na początku do zrozumienia, gdy się nie zna tego słownictwa. Niestety nie prowadzę bloga, ale schciałam kilka słów dodać. Kiedyś zakochałam się we Wiedniu i zdecydowałam się na poważny krok studiowania w tym mieście Architektury po niemiecku. Na początku drogi z językiem przeżyłam dużo poplątań polskiego z niemieckim hah Nebensaetzt i Hauptsaetz po polsku 😛 i wiele ciężkich a jakże niepojętych gramatycznych reguł jak np Konjinktiv II, Indirekte Rede i ukochany przez Niemieckojęzycznym sąsiadów Passiv.. Ale uważam że zabawa zaczyna się kiedy w pewnym momencie zaczyna się porównywać ciekawe aspekty obydwóch języków. No i oczywiście niestety trzeba zapomnieć o topornym tłumaczeniu z jednego na drugi ;( niestety niemiec austriak i polak zawsze powie inaczej podobne zdanie czy myśl… Ale zobaczymy co dalej z tego wyniknie ;)))
    Schoenen Tag!

    • Dorota, dziękuję za podzielenie się swoimi przemyśleniami:) I witam Cię w moich skromnych progach 🙂

  • Ola

    Bardzo fajny blog droga imienniczko, świetny pomysł, ciekawe teksty, chętnie tu do Ciebie wpadam na sofę;)
    Przeczenia w języku niemieckim to interesujący i wcale nie taki łatwy temat, cieszę się, że go poruszyłaś i zwróciłaś uwagę, na błędy które często są popełniane przez uczących się.

    • Witaj Olu 🙂 Miło Cię gościć.

      Przeczenia to ciekawy temat i chyba nie udało mi się go wyczerpać w tym wpisie 🙂

  • Podpisuję się pod innymi, polski ma swoje “i tak, i nie”, więc nie jest źle 😉 Z kolei podwójne zaprzeczenie występuje w dialekcie bawarskim, szkoda, że nie ma mojego Męża, podalabym przykład. Mnie najbardziej brak niemieckiego Tschüs i Hallo, ale o tym już pisałam.

  • A, jeszcze parę ładnych słów mi się przypomniało, np. Strandgut i Mitbringsel 🙂

  • Jak mogłam zapomnieć o Jein ;), to jest faktycznie wynalazek, który kojarzy mi się tylko z niemieckim. Nauczyłam się go od naszego niemieckiego lektora DAAD na germanistyce, często tak odpowiadał, gdy go prosiliśmy o różne szemrane rzeczy (np przełożenie kolokwium ;)). Chyba faktycznie to słowo będzie mi się kojarzyło już zawsze tylko z nim.

    Swoją drogą od jakiegoś czasu mam problemy z wchodzeniem na Twoją stronę, teraz też, mimo ze piszę z lapa, to wyświetla mi się tryb komórkowy. Na głównej stronie widuję kilka-kilkanaście komentarzy, a w poście nie ma np ani jednego O_O.

    • Diana, proponuję najpierw usunąć ciasteczka w przeglądarce. Powinno pomóc. Jeśli nie, to daj znać, będę myślała dalej.

  • jaroslawkochanski

    Dla mnie niemiecki to jeden z tych języków które ciężko mi się nauczyć. Mimo szczerych chęci to jednak angielski przypadł mi bardziej do gustu i to jego poznałem do perfekcji

  • W językach obcych najbardziej lubiane są rozwiązania prostsze, niż te analogiczne w języku polskim 🙂
    W języku rosyjskim podobne jest podkreślanie osoby, która daną czynność wykonuje: np Я пишу (ja piszu)- (JA) piszę; Я иду (ja idu)- (JA) idę

    • Dziękuję za komentarz 🙂 Wydaje mi się, że w języku polskim kiedyś też częściej używało się osoby w zdaniu. Ale to pytanie już do polonisty lub językoznawcy 🙂

  • grzegorzdrach

    Oj tak język niemiecki wpłynął na moje postrzeganie świata i to w znacznym stopniu. jakoś nie przepadam za tym językiem jak dla mnie jest on zbędny i trudny do nauczenia. zdecydowanie bardziej wole inne języki. no, ale to tylko moje skromne zdanie. Nic osobiście nie mam do NIEMCÓW, ale jakoś po prostu nie przypadli mi do gustu.

    • Witaj Grzegorzu 🙂 Każdy ma prawo lubić coś innego. A język raczej do zbędnych nie należy – moim zdaniem 🙂

  • Fajny wpis, Olu! U mnie – takie mam wrażenie – niemiecki nie wywarł aż takiego wpływu na postrzeganie świata czy wypowiadanie się w języku polskim. Może po prostu za słabo go jeszcze czuję 🙂

    • Dziękuję, Janusz 🙂

      Każdy jest inny i po swojemu widzi zmiany w postrzeganiu świata czy w wypowiadaniu się.Można to było zauważyć, czytając wpisy z tej akcji na innych blogach 🙂

  • Magda

    Pierwszy raz jestem na Twoim blogu, ale ponieważ wydaje mi się bardzo ciekawy, poza tym wracam do nauki niemieckiego po kilku latach (z czego bardzo się cieszę), to zostanę na dłużej.

    Jak napisałaś o wielokrotnych zaprzeczeniach przypomniało mi się jak na uczelni na lektoracie pani zadała nam zagadkę jak po niemiecku powiedzieć “Nikt nic nie wie.” Zdaje się, że nikt nie znał odpowiedzi, ale wydało mi się to tak ciekawe, że zostało w mojej głowie już najprawdopodobniej na zawsze.

    • Świetny przykład przeczenia! Super, że go tu przytoczyłaś 🙂
      Zapraszam na stałe!

  • Co mi się w niemickim podoba to niektóre powiedzonka, np. my polacy robimy “z igły widły”, a niemcy robią “z komara słonia”. My mamy “nierówno pod sufitem”, a oni “nie mają wszystkich filiżanek w szafie” itd. 😀

    • O tak, takie niuanse są fantastyczne! 😀 Fajnie, że podzieliłeś się tymi zwrotami 🙂

      • Gern geschehen. 😉 Uwielbiam zabawy językiem niemieckim. No, cóż. Oboje jesteśmy jego pasjonatami. 😉

  • Uczę się niemieckiego już dosc długo… albo raczej uczyłam się go długo, ale nie efektywnie. Zaczęłam w gimnazjum do którego przeszłam z całą moją klasą z podstawówki, a było to pierwsze w miescie gimnazjum nastawione na język niemiecki. To chyba tam się zauroczyłam 🙂

    Później było kilka lat nauki, która prawie nic nie dała z mojej winy, już nie było dużej motywacji, a była demotywacja bo to ode mnie wszyscy sciągali na sprawdzianach ze znienawidzonego przez klasę języka (wszystkie moje przyjaciółki nienawidziły niemieckiego a kochały francuski :)). Dopiero na studiach wróciłam do nauki, było kilka sytuacji które dały mi do myslenia, ale najbardziej chyba to, że na filozofii profesor zacytował pewnego niemeickiego filozofa w oryginale i powiedział, że własciwie to dosłownie on nam tego nie może przetłumaczyć.

    I tak już drugi rok trwa moja ponowna historia z nauką od podstaw, na razie wiele w moim życiu to nie zmienia, ale przynajmniej daje mi sporo radosci w marketach gdzie czasem napisy na opakowaniach są w większosci po niemiecku, a ja je zaczynam rozumieć 🙂

    • Najczęściej właśnie w szkołach dzieci przestają lubić dany język, bo …”bo Jasiu i Kasia mówią,że to język wroga”, “Bo Ala mówi, że to okropny język”. A tak przecież nie jest 🙂 Dobrze, że się “nawróciłaś” 😉

  • Pandziak

    Ten cykl blogowy jest jednym z moich ulubionych – na Erasmusowym wyjezdzie odkrylam, że mój polski nagle stał się jakis dziwny, nienaturalny. Zaczełam używać więcej przekleństw (przecież nie brzmiały tak zle po hiszpańsku!), zastanawiać się dwa razy przed użyciem słowa pani/pan (jeszcze urażę kogoś poprzez dodanie mu lat!) czy tez zdrabniać na potęgę (nie, w swoim bloku na pewno nie nazwalabym 86letniej sąsiadki kłamczuszką. Kłamczuchą w sumie też nie, ale czy na pewno żartowałabym z nią o jej wieku?). Ostatnio czytałam bardzo ciekawy artykuł, http://www.newrepublic.com/article/117485/multilinguals-have-multiple-personalities – bardzo dobrze współgra ze znanym cytatem “tyle razy jesteś człowiekiem, ile znasz języków”. Jakoś łatwiej jest mi być miłą i porozmawiać o pogodzie po angielsku, a rozpocząc rozmowę z nieznajomym w pociągu czy barze po hiszpansku.

    Z drugiej strony, może to być też związane z tym , że znając więcej niż tylko język ojczysty, mamy dostęp do wielu materiałów w obcym języku i w zależności od ich dostepności, naszych zainteresowan i ulubionych stron, możemy lepiej znać się na danym temacie w konkretnym języku. Nazwy niektórych warzyw czy sprzętów używanych w kuchni zawsze muszą sobie tlumaczyc na mój język ojczysty przed użyciem:)

  • alice

    Kiedy publicznie wyznaję, że kocham język niemiecki -z pełną świadomością i w pełnym tego stwierdzenia znaczeniu-spotyka mnie oczywiście publiczny lincz :] Jak można ten język lubić, rozumieć, czuć, a moja nauczycielka “Helga” to…każdy ma prawo do swojego zdania.

    Olu, bardzo trafnie podsumowałaś w jaki sposób pewne niuanse przenoszą się także na komunikację w języku ojczystym. Ze swojej strony mogę dodać, że niemiecka logika porządkuje i konkretyzuje także myślenie (co chyba już padło powyżej). Niemcy nie są oczywiście tak uporządkowanym narodem jakby się mogło wydawać. Powiedziałabym raczej, że są specyficzni i dalecy nam mentalnościowo. Jednak im bardziej człowiek wchodzi w tę ich rzeczywistość -co niewątpliwie ułatwia, a w niektórych sytuacjach wręcz umożliwia tylko język – tym bardziej można ich polubić i zrozumieć 🙂 W swojej codziennej pracy mam do czynienia z ludźmi różnych narodowości, nierzadko w sytuacjach stresujących, wymagających podejmowania szybkich decyzji i działania. Nie twierdzę, że sam język, ale na pewno schematy zachowań, konieczność zachowania punktów stałych i racjonalności działania ułatwiają funkcjonowanie. I choć to my jesteśmy mistrzami improwizacji i szaleństwa, warto w tym względzie zaczerpnąć trochę od sąsiadów.
    Gratuluję pomysłu na bloga, postaram się częściej zaglądać.

    Pozdrawiam

    A.

    • Dziękuję za odwiedziny i obszerny komentarz. Niestety w Polakach do tej pory pokutuje fałszywy obraz Niemca jako naszego wroga. Cóż możemy z tym zrobić? Ano pokazać im jak bardzo się mylą i myślą zaściankowo 😉

  • Margotka

    odnośnie “tak” i “nie”, przypomniała mi się historia. Będąc w czeskim pubie ze studentami z Erazmusa na zapytanie kelnera, czy kolega z Bułgarii chce zamówić kolejne piwo odpowiedział, po angielsku “No”, i pokręcił do tego potakując głową, co oznaczało, że nie chce (w Bułgarii potakiwanie głową znaczy “nie”, a kręcenie znaczy “tak”, czyli gesty na odwrót jak u nas). A w języku czeskim słowo “tak” znaczy “ano”. Kelner po ruchu głową i słowie, które na pewno w hałasie zabrzmiało mu jak czeskie “ano” przyniósł kolejne piwo. Kolega bardzo się zdziwił … 😉 i pilnował się, aby już nie popełnić nigdy takiej gafy.

    • Takie gafy językowe powodują, że w mig zapamiętujemy pewne rzeczy 🙂 Ciekawa anegdotka 😉

  • Ja przez niemiecki mam trochę problemy z pisaniem po polsku, bo też używam szyku przestawnego. 🙂 Co do zaimków osobowych, to nigdy mnie to jakoś nie dziwiło. ;p Po prostu bez nich nie zrozumielibyśmy każdej formy po niemiecku, a polsku rozumiemy i jakoś nigdy mnie to nie zastanawiało. ;p Hmm.